{last supper}

Dziś wspominam ostatnią kolację pod sardyńskim niebem. W przeddzień wyjazdu trzeba było zjeść wszystko, co nie nadawało się na suchy prowiant. W walizce było już prawie pełno. Cudem upchnęłam: dwie paczki suszonego cefala morskiego (bottarga sarda), opakowanie sardeli, kilka paczek chrupkiego chleba pane carasau(uwiebiam!), ogromny trójkąt parmezanu, kawałek sera z surowego mleka owczego (fiore sardo) i jeszcze sardyńskie pecorino (semi-crudo). Zmieściłam także spory zapas przypraw. Między smakołykami dopchałam drobne prezenty dla Rodziny i Przyjaciół. I jeszcze tylko: dwa wełniane swetry od Benettona (u nich lepsza jakość, większy wybór i niższe ceny) i po parze butów na głowę. Słowem: walizka pełna szczęścia.
PS Aż dziw bierze, że tym razem nie kupiliśmy żadnego garnka lub patelni.

← Previous post

Next post →

2 Comments

  1. Heheh jakbym czytała o sobie 😉 W tym roku pobiliśmy rekord wywożąc 14 kg włoskich dobroci, w tym 3 kg album o szkle :-DDD
    Następnym razem zajrzę do Benettona, bo nie wiedziałam, że warto. Dzięki za informację!
    Buziaki!

  2. Benetton we Włoszech to jakiś obłęd. Kaszmir i wełna. Kolekcje, których u nas nie ma. Piękne kolory, wybór ogromny.
    Przynajmniej tak było w Florencji i Cagliari. Ja oszalałam :-)))
    Buziaczki :*

Dodaj komentarz