Menu Close
Polityka Prywatności
Moje dane (Rodo)
© 2026 Mikantor.
Powered by WordPress.
Theme by Anders Norén.
Zrób miejsce na przytulność… i szarlotkę.
Herbatka u Mistrza i Eleonory. Chwila nieśpieszna.
Kiedy rozum cichnie, pojawia się przestrzeń, by usłyszeć to, co płynie z wnętrza.
Wszystko kołem się toczy. I koło się zamyka…
Wybitny miód od naszego bartnika. Leśny, niesycony, trójniak.
Jedno z wielu przepięknych dzieł w pracowni garncarskiej. Potęgi nie trzeba nikomu udowadniać. To po prostu widać.
Miód pitny był obecny w tradycji Wolina od ponad tysiąca lat. Jest i dziś.
„Nie święci garnki lepią…” Warsztat garncarza na grodzie. Naszego Mistrza.
Gotowanie jajek w garnku glinianym, czyli dzika kuchnia na Wolinie.
Z wolna parzy się wieczorna herbatka u V. Doceniam to miejsce i piękno, które mnie otacza.
W tym roku zuchwałe szpaki pozwoliły nam spróbować czereśni ze starego drzewa. Miło z ich strony, że zostawiły coś dla nas.
Istotne i jedyne w swoim rodzaju miseczki zapowiadają dobre jedzenie. Pora rozpocząć powitanie Wiosny!
Para znad imbryka w ciepłym świetle poranka. Każda taka chwila jest cudem.
Bladym świtem. Zanim ruszy dzień. Zanim ruszy cały świat.
Przyniosłam pierwsze bazie z ogrodu. Te nieśmiałe kotki cieszą mnie najbardziej.
Danie regionalne i charakterystyczne dla Ohrydy. Wielowarstwowe ciasto naleśnikowe, przekładane słonym serem. Proste, pyszne – pitulici!
Chwila przerwy u artysty V. Jak zawsze jest jakościowa herbata i piękna ceramika.
Kalendarz biodynamiczny wskazuje najlepsze dni siewu. Zatem pora wysiać groch „poljak„. Jest to stara bałkańska odmiana. Niezwykle cenne nasiona.
Miał być mój, ale nie można mieć wszystkiego, więc czeka w sklepiku: Fire of Love.
Chwila zapatrzenia. Opierając się na dobrym kijaszku z gruszy.
Człowiek bierze odpowiedzialność za to, co mówi i za to, co stawia na stole. Podwójna karma.
Mały bukiecik ogrodowy na koniec stycznia. Kocanka, santolina, żarnowiec, miesięcznica (judaszowe srebrniki) i pierwsze bazie.
Niedziela. Bośniacki garnek na stole. Jeszcze dyszy w tej ciszy…
Rakija wypita, obiad gotowy! Pora zasiąść do „Svadbarskiego kupusu”.
Tuż po wyjęciu z ognia. Garnek (lonac) paruje i bucha ciepłem.
Garnek przywieziony z Bośni. Wszystko po to, aby na otwartym palenisku przygotować svadbarski kupus, czyli w dokładnym tłumaczeniu „kapustę weselną”.