Suche igliwie i wciąż rozgrzana słońcem ściółka sosnowa. Zapach piasku, soli i morszczynu. Kawałki drewna, które zostały wyrzucone na brzeg. Surowy i dziki Bałtyk we wrześniu.
Już mieliśmy wracać, ale jeszcze nieco zboczyliśmy z trasy i zjechaliśmy ostro na dół do portowego miasteczka. Po drodze podziwialiśmy bezkres morza z licznymi wysepkami, zanurzonymi w lazurze Adriatyku.