{profiteroles}

Mój wybór okazał się bardzo przyjemny dla podniebienia. Krem był smaczny, nie za słodki, nie za ciężki i bardzo dobrze komponował się z ptysiowym ciastem. Dużym zaskoczeniem okazał się mus z mango, który był ukryty po warstwą pierwszego kremu. Ciastko Zorkiego było również bardzo dobre. Jednak ja wolę klasyczną wersję tego francuskiego deseru, czyli ciasto parzone z kremem pralinowym. O miłości do Paris-Brest wspominałam w książce „Czas odnaleziony”, str. 77.

← Previous post

Next post →

2 Comments

  1. Ale MIMI narobiłaś mi apetytu:-). Chyba zajdę po ptysia:-). Nie będzie to samo, ale ptysiowe ciasto uwielbiam:-). Większość masy zawsze wyrzucam, a ciasto zajadam ze smakiem:-). Piękne zdjęcia! Uwielbiam takie jasne tła, one tak uskrzydlają. Czuję radość patrząc na takie zdjęcia….

  2. Ja też uwielbiam ciasto ptysiowe. Dobry ptyś to jest coś!
    Smacznego! Leć do cukierenki 😉

Dodaj komentarz