Na pożegnanie niebieskich, zamszowych butów. Wciąż wyglądały bardzo dobrze, ale nikt już nie chciał ich naprawić (nawet w Bośni). Jedno jest pewne – przewędrowały wiele lat.
Mamy źródlaną wodę, więc parzymy kawę pod samym monastyrem. Smak kawy – niebiański. Miejsce nie do opisania. PS Do kawy był jeszcze tort orzechowy. Zabrany na wynos z…
Pora na podwieczorek. Tuż przed zachodem, w czeluściach dogasającego, ale wciąż ciepłego światła, w podwójnym imbryku – parzy się aromatyczna herbata. Piękna ta chwila i dzień cały.